Home » ABOUT » TEXTS » PO CZERNI

 

Piotr Matywiecki

PO CZERNI

Wszystko, co ukazują te fotografie, a także to, co domyślne, rodzi się z czerni. Bo to jest czerń niezwykła, tak pierwotna jakby unaoczniała pramaterię, która przeobraża się w ludzi, zwierzęta, pejzaże, rzeczy.
Wiele jest tutaj wzrokowej ascezy, wiele pustek – jedne z nich jakby ustępowały miejsca fotografowanym obiektom, inne jakby te obiekty wypierały z przestrzeni. Pustek jest co najmniej tyle samo, co obiektów.
Ta wzrokowa asceza zadziwiająco łatwo przechodzi w skrywaną obfitość, bo przecież jestestwa ukazane w fotografiach bytują niezwykle intensywnie, im większa otacza je pustka, tym bardziej są sobą przepełnione.
Nie o wszystkich bytach i dotyczących ich sprawach zdołam napisać, zresztą one bronią się przed wysłowieniem, bo podobnie jak pustka uwyraźnia byty, milczenie uwyraźnia to,
co one chcą o sobie przekazać.

*

Oto z pustej budowli widok na pusty morski brzeg – czerń, z której wyłaniają się te puste zjawy żąda dla siebie naszego pustego wzroku. Czy będziemy mieli siłę, żeby dla zadośćuczynienia czerni powstrzymać spojrzenie?
Oto z czerni rodzi się twarz z zamkniętymi oczami – jakby lękała się swojego zjawienia z macierzystej czerni i lękała się także powrotu do niej, zniknięcia. Może dlatego naznacza
ją kilka białych smug. Czy dodadzą pewności?
Oto naga stopa, do której podpełza wąż. Stopa ufnie spoczywa na ziemi, wąż jest zagrożeniem. Jedno i drugie stworzyła czerń – jest dobrem i złem.
Oto rozpłatane truchło zwierzęcia. Otacza je czerń i czerń je wypełnia. Czerń je urodziła
na znak tego, że czerń zabija.
Oto znaki dłoni odciśnięte na ścianie. Nie wiem, czy to ściana budynku, czy ściana jaskini (w jaskiniach nasi przodkowie zostawiali takie odciski). Ta ściana jest delikatnie
rozjaśniona. Zapewne czerń się rozjaśnia pod naciskiem ludzkiej tworzącej dłoni. Czerń rodzi ścianę, a człowiek w tym porodzie pomaga.
Oto na tle graffiti tańczy półnagie dziecko. Graffiti tworzyła tańcząca ręka, ciało dziecka stworzyła tańcząca czerń tej fotografii.
Oto las młodych brzózek. Ich białe smużki upstrzone ciemnymi plamkami dodają niewinności nieco czarnej winy. Bo może przedświat, z którego wszyscy się wywodzimy, poczerniał w naszej genetycznej pamięci?
Ostatnia karta albumu. Nie wiem, co to jest… Łodyga, wąż, brzeg czegoś widziany z wysoka, przecinek w istnieniu? – Cokolwiek to jest, nie można stwierdzić, czy rozdziela czerń, czy ją spaja. To bardzo mądre zakończenie – nie wiemy przecież, czy czerń zrodziła nas na samotność samotną, czy na wspólnotę samotności…

*

Ten album jest przygodą czarnego tworzywa, przygodą oczu chcących, żeby z czerni narodziły się formy świata, przygodą wyobraźni, która te formy wywiedzie na światło.
To jedno z tych nielicznych dzieł, po których świat uwidocznia się w czarnym świetle początku i końca. Po odwróceniu ostatniej karty widzimy świat pierwszy i ostatni.

 

TEXTS